Wiosną 2015 roku postanowiłem zapisać się na kurs prawa jazdy na kat. A w jednej ze szkół w Warszawie. Część teoretyczna kursu, w moim przypadku, trwała jeden dzień. Część praktyczna, to było 10 "jazd" po 2h każda - zajęło mi to ok miesiąca, m.in. z powodu świąt i związanej z nimi przerwy. Szkołę wybrałem po szybkim przestudiowaniu ogłoszeń dostępnych w internecie. Wybrałem po prostu najtańszą, nie zaglądałem nawet do dostępnych w internecie opinii. Okazało się później, że w internetowym rankingu szkoła ta zajmowała pierwsze miejsce! Od końca;) Nie przejmowałem się tym zbytnio, bo wychodziłem z założenia, że jeździć motocyklem i tak będę sam, gość niech powie co ma powiedzieć, wsiadam i jeżdżę... I tak właśnie było - pasowało mi to.
Moje "doświadczenie" w poruszaniu się jednośladowymi pojazdami przed zapisem na kurs ograniczało się jedynie do przejechania ok. 1800km skuterem o pojemności 50ccm.
Przez pierwsze 6h kursu jeździłem Yamahą YBR250, oraz Hondą CBF250. Przez następne 14h dosiadałem już Gladiusa 650. Jazdy odbywały się na placu przy ulicy Jagiellońskiej.
Całkowity koszt uzyskania prawa jazdy:
890 - kurs
100 - lekarz
30 - książka + CD
120 - dodatkowe 2h jazd w dniu egzaminu (niepotrzebnie dwie godziny - wystarczy jedna)
30 - egzamin teoretyczny
180 - egzamin praktyczny
100,50 - opłaty w urzędzie
Razem: 1450,50 zł
Do tego można doliczyć ok. 80zł na paliwo na dojazdy, oraz 6zł na opłaty na poczcie;)
Kask już miałem, dokupiłem tanią kurtkę tekstylną, oraz rękawice motocyklowe. Chciałem też kupić buty, ale albo nie było danego modelu, albo nie było pasującego rozmiaru... jeździłem w butach "zimowych".
Po ostatnich 2h jazd zapisałem się na egzamin praktyczny w WORDzie na Odlewniczej (egzamin teoretyczny zdałem przed rozpoczęciem jazd). 20.04.2015 rano pojeździłem sobie po placu w szkole, a następnie udałem się na Odlewniczą. Pogoda tego dnia była ładna, przeszkadzał jednak mocny wiatr. Przeszkadzał do tego stopnia, że zanim wyjechałem na ósemkę, musiałem poczekać, aż wiatr przestanie przechylać mnie i motocykl. Egzamin zaczął się o 13:00, manewry na placu, później miasto. Przy wykonywaniu drugiego przejazdu przez slalom wolny podparłem się nogą - trzeba było zaczynać od nowa. To był jedyny mój błąd na egzaminie. Ok. 16:00 opuściłem ośrodek z kwitem w kieszeni. Dwaj nowo poznani koledzy, którzy ze mną podchodzili o tej godzinie do egzaminu, także zdali. Co nie zdarza się za często.
Po ok. tygodniu odebrałem prawko, ale na motocykl musiałem poczekać jeszcze prawie 2 miesiące.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz